
- NIESTETY, nie jestem na bieżąco, bo zbyt często nie
ma mnie w Polsce. Gramy dużo w Niemczech i opuściłem sporo odcinków. Obiecuję
jednak nadrobić zaległości, bo to, co do tej pory przeczytałem zaczęło mnie
wciągać - mówi bramkarz Zbigniew Robakiewicz (na zdjęciu), który kiedyś
grał w Legii Warszawa, a obecnie w Widzewie. - Wojtek przypomina w barwny sposób
piękne czasy, a - co ważne - jego opowieści są prawdziwe. Tak jak ta o Marku
Jóźwiaku, który na obozie Legii pod Udine, czego podobno teraz się wypiera,
rzucał telewizorem w kierunku Krzysztofa Ratajczyka, czy wspomnienia z rybnych
biesiad, gdy moja żona smażyła szczupaki, pstrągi i sielawy. Przyjeżdżało wtedy
do nas kilku legionistów, a najczęściej "Kowal", "Rataj" i Leszek Pisz. Było
sympatycznie i kulturalnie. Zresztą wtedy w Legii była znakomita atmosfera i
stąd sukcesy. Czy gdyby nie rozrywkowy tryb życia kilku piłkarzy mogłoby
osiągnąć więcej? Wydaje mi się, że nie przesadzaliśmy. Wiedzieliśmy zawsze kiedy
i ile, a poza tym robiliśmy to z umiarem - twierdzi "Robak".