
Listkiewicz o książce ''Kowala''
Czytam poszczególne odcinki
książki Wojciecha Kowalczyka, bo przecież od wielu lat jestem w piłce, w PZPN, i
interesuje mnie to, co ma do powiedzenia ktoś obserwujący futbolowe wydarzenia z
innej pozycji. Ale opowiastki Wojtka nie podobają mi się. Nawet go lubię, bo
kiedyś w Brazylii, gdy wyjechałem po niego na lotnisko długo rozmawialiśmy. Był
wtedy w przeddzień urodzin dziecka, więc nieco podekscytowany. Wspominam go jako
niegłupiego, sympatycznego chłopaka." - powiedział o "arcydziele" "Kowala",
Michał Listkiewicz.
- "Tymczasem w książce jest wulgarny, zgrywa się na macho, twardziela, a dużo
lepiej wypada, gdy jest sobą.Moim zdaniem to poza, bo nie jest taki, jakim się
przedstawia. "Kowal" uznał, że cel uświęca środki, a zapomniał, że jego przygody
czytają młodzi ludzie, dla których jest idolem. Poszedł więc na łatwiznę, bo nie
wierzę, że chciałby, by młodzi ludzie szli w jego ślady. Dziwię się też jego
nielojalności wobec kolegów, z którymi kiedyś grał. Nie podobają mi się liczne
epitety, także pod adresem PZPN. "Misie", "złodzieje", "leśne dziadki", "chora
instytucja" to określenia obraźliwe, a przecież Wojtek był w siedzibie związku
zaledwie kilka razy i to pewnie tylko po...odbiór pieniędzy. - dodał prezes PZPN